Czytacie czasem podziękowania w książkach? Lubią je zamieszczać zwłaszcza anglojęzyczni autorzy, dziękując wszem wobec, po dwie, trzy strony, od sekretarki w wydawnictwie poprzez panią w parku, z którą odbyli inspirującą rozmowę, na redaktorze i rodzinie kończąc, zresztą zwykle górnolotnie: „bez was nie dałabym sobie rady”; „bez waszych mądrych uwag ta książka byłaby dłuższa i gorsza”.

“Mojemu mężowi, któremu podkradałam wiersze, żeby ozdobić nimi moją prozę”.

“Samowi i Charlesowi, którzy znosili moje późne kładzenie się spać i wczesne wstawanie, przynosili jedzenie, gdy nie mogłam sobie przypomnieć, kiedy ostatnio jadłam, spałam lub brałam prysznic”.

“Domownikom, którzy obowiązkowo wspierali mnie przez cały czas”.

“X i Y, którzy dzielnie znosili moje humory, natręctwa i pustą lodówkę przez cały czas pisania tej książki. Kocham Was!”.

Każdy, kto ma „zwykłe” życie, marzy czasem o niezwykłym. Uniezwyklić można je na wiele sposobów. Oryginalnym hobby. Wymyślnym gustem. Ciekawą pracą. Podróżami.

My z Jeżem wybrałyśmy to trzecie. A wraz z nami, chcąc nie chcąc, idą tą drogą nasi bliscy.

Bycie pisarzem to raz frajda, raz żmuda. Bycie rodziną pisarza to zawsze trud. I poczucie, że się obcuje z kimś dziwnym.

Pracujemy, kiedy się wydaje, że nie pracujemy – wymyślając kolejne sceny.

W środku obiadu, filmu, układania puzzli nagle lecimy do notesu zapisać trafną myśl. Nastroje naszych bohaterów przechodzą na nas.

Gryziemy się, jak rozwiązać nie tylko własne problemy, ale i ICH.

Właściwie jest to zajęcie schizofreniczne: w czasie pracy nad książką poruszamy się w dwóch światach. I pół biedy, jeśli książka jest pogodna jak Marzena M. czy seksowna jak Nie oddam szczęścia walkowerem. Schody się zaczynają, gdy jest skomplikowana i dość smutna – jak Niewierność, nad którą pracujemy teraz (bagatela, od trzech lat).

Pisząc ją, my też się stajemy skomplikowane i smutne. Nasiąkamy historią, denerwujemy się, tęsknimy. Nie zawsze łatwo jest zamknąć plik z NIĄ i z pieśnią na ustach wrzucić wesoły pościk, lecieć do Lidla, przywdziewać uśmiech, klepać kotlety. Człowiek wciąż jeszcze nie ma funkcji „reset”; na całe szczęście.

Teraz już wiecie, czego nam życzyć pod choinkę. Nam – czytelników, którzy JĄ docenią.

Naszym bliskim – byśmy pisały same wesołe książki. Lub przynajmniej uwzględniały ich w wymyślnych podziękowaniach.

 

Płatkowska