Od kilku tygodni rehabilituję rękę. W poniedziałek zaczęłam serię nowych zabiegów. Przychodziłam po południu i rehabilitanci pomagali mojej ręce odzyskiwać sprawność. Było dość tłoczno, ale wszystko szło sprawnie. Dziś miałam termin na ósmą rano. Przyjeżdżam i pusto.

– Coś się stało? – pytam? – Wirus zmógł wszystkich pacjentów?- Nie – odpowiada rehabilitant. – Mamy zapisanych trzech panów na rano i oni nigdy się nie pojawiają przed dziewiątą. No wyrobić się nie mogą.  Panie są punktualniejsze, a jak jeszcze mają dzieci… Pani ma?

-Troje.

– Od razu widać. Punktualność jak złoto.

Druga pogawędka z rehabilitantką przy elektrostymulacji.

– A te zabiegi to pomogą? Nie są tylko plasterkiem na złamanie?

– Szczerze mówiąc, to pacjentki i tak potem idą na zabieg. Więc raczej uzyskujemy odroczenie operacji, a nie wyleczenie.

– Pacjentki? To u kobiet te zabiegi dają gorsze efekty niż u mężczyzn?

– W zdecydowanej większości zespół cieśni nadgarstka występuje u pań. Jak na dłoni – nomen omen – widać, kto w domu zasuwa.

Matko, myślę sobie, jestem wielozadaniowym cyborgiem. Inne kobiety też są. Co w nas takiego, że nie potrafimy olewać?

A potem czytam w WO:

„Zaprzeczenie sobie, samopoświęcenie nie jest kobiecą normą – nie jest w ogóle ludzką normą. Jest stanem przejściowym właściwym tylko kobietom zanurzonym w chmurze estrogenu. Aby były one w stanie podołać temu wszystkiemu, estrogen wyposaża je w supermoce: superwytrzymałość, superzdrowie i supercierpliwość. Inne, pokrewne estrogenom hormony dorzucają do tego superempatię i superprzywiązanie”.

Czy jest jakieś wyjście z tej sytuacji?

Owszem, menopauza. Co się wtedy dzieje?

„Twoje supermoce cię opuszczają: stajesz się człowiekiem”.

Czyli jeszcze dekada codziennych heroizmów i odsapnę. Jak mawiał Sofokles: „Czas zawsze zrehabilituje porządnego człowieka”.

 

Jeż