Sztuka w czterech aktach.

Akt pierwszy. Dwa tygodnie temu.

Jedziemy z Jeremim odebrać Kalinę z etyki.

– A co to właściwie jest ta etyka? – pyta mnie Jeremi.

– Nauka o moralności. O tym, co jest dobre, a co nie. Co jest przyjęte jako norma i dlaczego. Z jakiego powodu, tam w środku, decydujemy, że zrobimy coś w taki a nie inny sposób. Co potem czujemy.

– Aha. A na przykładzie?

– Hmmm. No dobra, taki przykład. Jedzie pociąg, pełen ludzi. Za chwilę dojedzie do miejsca, gdzie jest przepaść. Wybudowano tu most, po którym zawsze bezpiecznie przejeżdżał na drugą stronę, ale konstrukcja mostu jest uszkodzona i tym razem nie wytrzyma obciążenia. Zawali się, a wraz z nią w przepaść runie pociąg. Wszyscy zginą. Maszynista o tym nie wie, sprawa jest nieunikniona. Chyba że…

– No, no, niech mama mówi!

– Chyba że przestawi się zwrotnicę i skieruje pociąg na inny tor. Tyle tylko, że na tym bocznym, nieużywanym torze, uciął sobie drzemkę mężczyzna. Zginie, bo nie usłyszy pociągu. I co byś zrobił, synku?

– A ja gdzie jestem? Z tym mężczyzną czy w pociągu?

– Ani tu, ani tu.

– To jasne: lepiej żeby zginęła jedna osoba niż wiele.

– Ty stoisz przy zwrotnicy. I albo ją przestawisz, albo nie. Ty decydujesz.

Jeremi zbladł.

– Ale jak to ja? Dlaczego?

– Bo się tam znalazłeś. Wiesz o moście, wiesz o mężczyźnie. Możesz coś zrobić, możesz nie robić nic.

– Straszny wybór. Nie wiem, po prostu nie wiem.

– …

– A tu nie ma jednego prawidłowego rozwiązania?

– Nie.

– No, no… to chyba zawsze lepiej, kiedy zginie jedna osoba niż dużo?…

– Logika może tak podpowiedzieć. A gdybym to ja spała na torach?

– Nie, no skąd! Nie przestawiłbym zwrotnicy.

– A w pociągu dzieci jechałyby na kolonie…

– Nie, nie, nie!

– No dobrze, a gdyby na torach był twój przyjaciel Kuba?

– Nnno, chyba też nie…

– A nasz sąsiad?

– Rany, no nie wiem! Strasznie to trudne. Ale jakie fascynujące! I Kalina się tym zajmuje na tej etyce? Mamo, zapisz i mnie. To najfajniejsze zajęcia w całej szkole!

Przez kilka kolejnych dni rozmawialiśmy o życiu i jego zawiłościach. Wymyślałam przykłady, Jeremi wymyślał, a potem się wspólnie namyślaliśmy nad nimi.

Akt drugi. Tydzień temu.

Czytam artykuł o badaniu przeprowadzonym w Wielkiej Brytanii. 3000 uczniów wieku 9 i 10 lat  podzielono na dwie grupy. W pierwszej nie wprowadzono żadnych zmian w edukacji, w drugiej zorganizowano dla dzieci zajęcia z filozofii. Podczas tych lekcji uczniowie poznawali koncepcje filozoficzne związane z takimi pojęciami, jak sprawiedliwość, prawda, przyjaźń, dobro, mądrość. Rozmawiali, pytali, wypowiadali się. Efekt? Dzieci z drugiej grupy zaczęły znacząco szybciej przyswajać materiał z matematyki i angielskiego. W sposób zauważalny podniosły się także ich kompetencje społeczne.

Akt trzeci. Dwa dni temu.

A co tam masz napisane, Kalina?

– Matematyka. Pierwiastki. Nie zrozumiesz, Jeremi, bez urazy. Masz dopiero 8 lat.

– No ale powiedz, skąd wiesz, że nie.

– No dobra. Liczba pomnożona przez samą siebie daje taki wynik. Jak masz obliczyć pierwiastek, to znaczy, że masz znaleźć tę liczbę. Na przykład 4 – pierwiastek z 4 to 2, bo 2 razy 2 to 4. Jasne?

– Myślę…

Patrzę na Jeremiego i widzę ten sam namysł, co w samochodzie, podczas dyskusji o pociągu. Trochę mi go żal, bo jestem przekonana, że nie rozumie. Jest za mały.

– No, to chyba rozumiem. Zadaj mi coś, Kalina.

– Rany, no dobra. Pierwiastek ze 100.

Chwila ciszy. Jeremi zamyka oczy, splata palce.

– 10?

– No… dobra. Ale to może przypadek, że zgadłeś. A pierwiastek z 81?

Cisza jeszcze dłuższa, ale tym razem odpowiedź jest twierdzeniem, nie pytaniem:

– 9.

Akt czwarty. Dziś.

Opowiadam mężowi o tych trzech scenach. Mówię, że widzę związek. Że to fantastyczne, bo to w gruncie rzeczy takie proste sprawy. Rozmowa – niepraktyczna, nieużyteczna, nieinformacyjna. A zarazem najważniejsza, taka znacząca i mająca tak odległe przełożenie.

– Może.  – Uśmiecha się. – Choć wiesz, ty budujesz życie na myśleniu życzeniowym.

Może. Ale co złego w myśleniu? Zwłaszcza, kiedy działa.

Jeż