– Popatrz – mówi moja mama – dlaczego niemowlęta komunikują się z nami akurat płaczem? Nie potrafią jeszcze zawołać, domagać się słowami jedzenia, przytulenia czy zmiany pieluszki. Ale dlaczego z różnych możliwości natura wybrała akurat taki najsmutniejszy, okropny dla ucha środek…?

– No jak to dlaczego? – mówię ja. – Żebyśmy skuteczniej reagowali. Gdyby niemowlę wołało nas śmiechem, dłużej byśmy je lekceważyli. „Zaraz, zaraz mama przyjdzie, tylko jeszcze zrobię to, to i to”. Płacz trudniej zlekceważyć. Płacz jest przejmujący, dramatyczny, wiadomo, że trzeba lecieć  j u ż.  I ja latam. Podobno najgorliwiej z całej rodziny.

– Kiedy cię nie ma, ona jest bardzo grzeczna – mówi mąż. – A gdy tylko zjawiasz się na horyzoncie, zaczyna się wiercić i marudzić, bo wie, że już sobie ciebie urobiła.

Urobiła?! Jestem jej   m a m ą.  Na urlopie   m a c i e r z y ń s k i m. Co oznacza, że służy opiece nad dzieckiem. Temu, żebym przede wszystkim zajmowała się nią. To jest teraz mój obowiązek: naturalny, matczyny, a nawet jakby zawodowy, skoro dostaję za to pieniądze. Z tym że moja wymagająca szefowa ma pół metra wzrostu i pięć kilo wagi. Oraz wydaje polecenia krzykiem i płaczem.

Czasy sprzyjają egoistom. Ważny jestem „ja” i   m o j e   szczęście, moja samorealizacja, moja wygoda, mój rozwój osobisty. Macierzyństwo w znacznym stopniu neguje to „ja” na rzecz „ono”. Kobiety czują się zepchnięte na dalszy plan, czasem trudno sobie z tym radzą psychicznie, a jeśli doliczyć dresy i nieco zaniedbane ciała, to także fizycznie.

Jak sobie z tym radzić? Zmieniając optykę. Dziecko na tym etapie prawie w ogóle nie jest jeszcze samowystarczalne. Wyobrażacie sobie, jak to jest? Chce mi się jeść tak bardzo, że się boję, że zaraz umrę z głodu – ale nie mogę się sam nakarmić. Piekielnie przeszkadza mi brudna pielucha – ale nic z tym nie mogę zrobić. Bardzo mi doskwiera samotność – lecz przecież sam się nie przytulę. A wsadzenie sobie do buzi nawet całej pięści pomaga tylko trochę, i tylko na chwilę.

To cenne ćwiczenie. Popatrzcie na to wszystko, co musicie robić, od strony dziecka. Budzi was w nocy po kilka razy niekoniecznie dlatego, że jest nienasycone – a dlatego, że niemal wszystko w jego życiu zależy od was. Jeśli mu niewygodnie, nie zmieni samo pozycji. A także się nie napije. Nie pocieszy. Najczęściej zaś po prostu ogromnie potrzebuje ukojenia, przytulenia, waszego ciała, ciepła i zapachu.

Dosłownie budzi z miłości.

 

Płatkowska