W pewnym centrum handlowym, w pewnym sklepie z kosmetykami, mam ulubioną panią sprzedawczynię. Jest to pani bardzo fachowa. Nigdy nie zapytałam, lecz sądząc po jej biegłości w czytaniu etykiet, może być z wykształcenia chemikiem, z zamiłowania zaś człowiekiem szukającym naturalnych rozwiązań. I tu nasze zapatrywania się pokrywają.

– Ten składnik ma w nazwie „urea”, więc zaraz myślimy, że to mocznik – czyli dobrze, będzie zmiękczał skórę. Ale to nieprawda, to jest składnik rakotwórczy – mówi na przykład, gdy waham się między dwoma kremami do twarzy.

– Wybierając peeling, nie myślimy, czy składa się ze sztucznie stworzonych mikrogranulek, czy z drobinek naturalnych: startych muszli, skorupek orzecha, pestek itp. Tymczasem warto sobie uzmysłowić, że te mikrogranulki nie rozkładają się NIGDY. Zostają w środowisku NA ZAWSZE, podobnie jak silikon, tak chętnie stosowany nie tylko w kosmetyce.

– To błędne koło. Używamy szamponu z SLS-em, bo przyzwyczailiśmy się wierzyć, że dobrze myje tylko to, co się pieni. Po nim mamy suche, niezdrowe włosy. Dlatego sięgamy po odżywkę z silikonem, który je wygładza. Ten silikon robi dobrze włosom tylko pozornie, bo oblepia włos z wierzchu, dając wrażenie gładkości. Ale żeby się go pozbyć, znów trzeba użyć szamponu z SLS-em, bo inaczej się go nie zmyje.

Bardzo się martwię. Ciągle bardzo się martwię o środowisko. Co da środowisku to, że garstka osób nie używa peelingów z mikrogranulkami ani odżywek do włosów z silikonem, podczas gdy przytłaczająca większość ludzkości ma to w d…? Moja świadomość, czy świadomość tej pani, to ledwie kropla w oceanie. Dodajmy: oceanie brudnym od naszych śmieci.

Chętnie napisałabym Wam, gdzie dokładnie pracuje ta wspaniała pani – boję się jednak, że mogłaby przez to stracić pracę. Ale to nie przekreśla Waszych możliwości: dociekajcie na własną rękę, czytajcie etykiety, bądźcie sceptyczni i czujni. Żeby zmyć z siebie brud, nie potrzebujecie piany. Potrzebujecie natomiast CZYSTEJ WODY.

Płatkowska