Sezon wyprzedaży w pełni. W ostatni piątek zaplanowałam wizytę w dużym sklepie odzieżowym w centrum Warszawy. Wchodzę i od razu w wejściu wpadam na zamyślonego, trochę zmęczonego faceta. Czterdziestolatek, w dżinsach i lekkiej kurtce. Ogląda stojaki z biżuterią i innymi akcesoriami. Pewnie kupuje coś dziewczynie, myślę, i nie może się zdecydować. Biedny i dzielny. Idę do kasy na pierwszym piętrze, żeby oddać niepasujące spodnie zamówione przez Internet. Chwilę to trwa. Zjeżdżam, zaczynam szukać spódnicy dżinsowej. Znowu widzę tego samego facet – tym razem na bieliźnie. Jakiś speszony, rozgląda się nerwowo. Na pewno szuka czegoś na prezent, utwierdzam się. Chciałby kupić stringi i się wstydzi. Wybieram ciuchy i z pokaźnym naręczem idę do przymierzalni. Trwa to i trwa, bo jak mam za duży wybór, to moce decyzyjne słabną. Dobre pół godziny mija, nim znajduję tę idealną spódnicę. Odsuwam kotarę i… moim oczom po raz trzeci ukazuje się znajomy facet. Sam, bez żadnych ubrań, które mógłby mierzyć. A może to zboczeniec? Chodzi po sklepie, majtkami się ekscytuje, kolczyki go nęcą, a potem – myk, do przymierzalni, i podgląda. Nie mogę się jednak dłużej zastanawiać, bo bardzo mi się chce siku. W tym sklepie nie mają, ale jest obok. Zostawiam wybraną spódnicę na wieszaku, idę do konkurencji. Po kwadransie jestem z powrotem. Po drodze do wieszaka, gdzie czeka na mnie moje dżinsowe cudo, wyhaczam fajne spodnie. No to znowu do przymierzalni. Jest! Ten facet tam jest! Stoi w jednej z kabin, przy odsuniętej kotarze. Nachyla się do lustra i wyciska sobie pryszcz. Bezrobotny wariat bez manier, po raz kolejny zmieniam o nim zdanie. Wybieram odległą przymierzalnię. Jest wcześnie, w sklepie pustawo. Po co kusić los. Gdy wychodzę, żeby się przejrzeć w dużym lustrze na zewnątrz, widzę jak jedna ze sprzedawczyń podchodzi do mojego dziwaka. „To co, Tomek? Już kończysz? Jutro też na pierwszą zmianę?”.

Detektyw sklepowy.

W domu, z ciekawości, sprawdziłam oferty pracy dla detektywa sklepowego. „Zapraszamy do współpracy osoby, które są wytrwałe. Wynagrodzenie adekwatne do zaangażowania”.

Prymus.

Jeż