Zawsze, kiedy mijałam ten budynek w Sulejówku, zastanawiałam się, kto go wybudował i kto w nim mieszka. Willa musiała być kiedyś piękna: przedwojenna, z dbałością o detal i …ewidentnie kobieca: wykończenia, zdobienia, kolor – wszystko za tym przemawiało. „Józefina”, więc pewnie prezent od męża, myślałam.

A potem poznałam jej historię:

Józefa była najbardziej szalona, zresztą do dziś jej to zostało. Zanim się tu sprowadzili, mieszkali w Warszawie. Tam ciocia wyszła za Aleksandra, przystojnego młodego drukarza. Po ślubie nie wyprowadzili się od rodziców, bo nie mieliby dokąd pójść, jak to młode małżeństwo na dorobku. On co rano chodził do pracy, a ciotka – na miasto. Sprawunki do domu, o które prosiła ją matka, wizyty u starszych sióstr. No i właśnie na wyścigi, bo ciotka uwielbiała oglądać gonitwy! Grywała rzadko, bo pieniędzy zawsze brakowało, ale regularnie bywała na torze. Tego dnia miała przy sobie gotówkę, bo wypadał termin zapłaty za zakupy w dwóch sklepach i trzeba było zwrócić pożyczkę kuzynce. Nim rozpoczęła tę trasę, poszła – a jakżeby inaczej – na Polną. Po drodze kupiła sobie nasturcje – mały bukiet w intensywnym żółtopomarańczowym kolorze. Przed gonitwą przeczytała, jakie konie biorą w niej udział. I jeden z nich, którego wcześniej nigdy na torze nie widziała, nazywał się Nasturcja! Ciotka uznała, że to oczywisty znak od losu. Postawiła na tę klacz wszystkie pieniądze, jakie miała przy sobie. I wygrała! To była bardzo duża suma – wystarczyło i na plac, i na wybudowanie tej willi.

– Niezwykła historia – Krystyna pierwszy raz słyszała tę opowieść. Nie zastanawiała się wcześniej nad losami willi „Józefiny”. Jeśli miałaby obstawiać jej pochodzenie, założyłaby, że to prezent ślubny od bogatych rodziców, lub budynek wzniesiony za pieniądze majętnego męża. A tu, proszę, to pani Józefina sama sobie sprawiła taką przyjemność. – Pani ciotka musiała mieć dużo odwagi. Bo przecież równie dobrze mogła te pieniądze przegrać. I co by wtedy było?…

– Ciotka zawsze powtarza, że kto nie obstawia, ten nie wygrywa. Hazardzistką nie jest, Boże broń! Czasem jeszcze chodzi na Wyścigi, ale to nie nałóg. Po prostu życie samo nie daje, trzeba się upomnieć.

Wnioski?

Warto sobie kupować kwiaty.

Warto iść za znakami.

Warto być trochę szalonym.

Historia wydaje się książkowa?… Owszem, jak zawsze – inspiruje nas życie.

JEŻ