Przed kilkoma dniami zrobiłam sobie długi spacer z Woli na Powiśle. Wybrałam trasę przez plac Grzybowski, Próżną, Zielną – ulice mojego dzieciństwa.

Bardzo lubiłam tam mieszkać. Na Próżnej był mój dziecięcy kosmos – sklepy z artykułami rzemieślniczymi. Godzinami wpatrywałam się w wystawy udekorowane śrubkami, zawiasami, gwintami, łańcuchami, haczykami (sklep żelazny) lub nićmi, igłami, naszywkami, muliną, guzikami, napami (pasmanteria). Przyglądałam się im, wyszukując podobieństwa i różnice, w myślach dobierałam w grupy: kolorystycznie, wielkościowo, wedle przeznaczenia. Jeszcze większe emocje były, gdy wchodziłyśmy z mamą do środka. Wtedy przebierałam palcami w plastikowych koszykach, próbując liczyć podkładki. Układałam wieże ze drewnianych guzików. Jeździłam ekspresem od jednego końca eklera do drugiego. Z zapartym tchem patrzyłam, jak ekspedientka nabija napy. Z kątowników i zawiasów budowałam domki. Wbijałam szpilki w filcowe poduszki.

Ta chwila wspomnień sprawiła, że zastanowiłam się, jakie jeszcze zabawy pamiętam z dzieciństwa.

Układanie obrazów z malutkich kostek ceramicznych, które glazurnik kładł na ścianę łazienki w naszym mieszkaniu.

Przybijanie gwoździ do deszczułek boazeryjnych i przeplatanie między nimi kordonku.

Przesiewanie piasku na podwórku durszlakiem.

Podawanie obiadu koleżankom – mielone (kule z błota) z brukselką (rzepy)  i szpinakiem (liście babki).

Ciekawe, co będą kiedyś wspominać obecne przedszkolaki.

Jeż