Piętnaście lat temu zamieszkałam na parę miesięcy u siostry, która wyjechała z mężem i córeczką do Portugalii. Przyszłość jawiła się fantastycznie. Ona z najbliższymi miała oszukać polską zimę w kraju słońca, jeść pyszności, robić zdjęcia, może napisać z tej podróży książkę? Ja zaczynałam dorosłe życie: podbój Warszawy z ówczesnym narzeczonym, szukanie pracy, wszystkie rozrywki, zabytki, możliwości, jakie daje stolica na wyciągnięcie ręki.

Tak się jawiło. Ale codzienność, nawet szczęśliwa, jest jednak mozolna, pełna drobnych mankamentów, taka jej natura. Narzeczony pracował jak najęty, całe dnie byłam sama. Wieczorami chodziłam z psem siostry po okolicznych uliczkach. Polska zima w burej odsłonie, zimno, zacinało, błociło psie łapy. Ku pokrzepieniu patrzyłam w okna mijanych domów. W wielu paliło się światło i nie było rolet. Doskonale można sobie było wyobrażać, jak żyją ich mieszkańcy, czy są tradycyjni, czy nowocześni, w którym kątku pokoju lubią siadać.

Jedno okno lubiłam szczególnie. Nic tam nie było tradycyjne. Pokój pomalowany na czerwono-zielono, nietypowy wystrój, rozmaite figurynki. Szybko oceniłam, że żyją tam artystyczne dusze. Ale co dokładnie robią? Może rzeźbią? (Bo te figurynki). Jak by to było żyć takim życiem?

Minęło piętnaście lat. Przez ten czas siostra trzy razy zmieniała dom, ja siedem. Aż w końcu tego lata przeprowadziła się z powrotem blisko tamtego miejsca, w którym mieszkała piętnaście lat temu. Po pierwszych odwiedzinach wracałam od niej o zmierzchu i na jednej z uliczek znienacka, bez żadnego ostrzeżenia zobaczyłam okno z czerwono-zielonym pokojem. Nie pamiętałam o nim tak długo! Aż nagle, niczym liść z jesiennego drzewa, spadło na mnie wspomnienie moich dawnych odczuć. Właśnie tak – nie: „uderzyło mnie”, nie: „z całą mocą”, tylko leciutko plasnęło w głowę jak kolorowy listek.

Co to były za uczucia? Tęsknota za innym, bliżej nieokreślonym życiem. Może przeczucie, którego wtedy nie chciałam rozpoznać, że związek, w którym głównie jestem sama, nie rokuje dobrze.

Tym razem patrzyłam na figurynki bez tęsknoty. Moje życie jest dokładnie takie, jak powinno być. Tu, i teraz, u mnie, nie za cudzym oknem. I to jest właśnie szczęście.

Płatkowska