Czasami, ku pokrzepieniu serc zastanawiamy się z Jeżem, jak by to było, gdybyśmy już odniosły oszałamiający sukces. Co by się zmieniło? Czy dalej robiłybyśmy swoje czy zaczęłybyśmy trochę sobie odpuszczać? Dusiłybyśmy grosze, niepewne, ile potrwa pięć minut, czy byśmy się rozzuchwaliły? Wiodłybyśmy życia jak dotąd czy zaczęłybyśmy gwiazdorzyć i swawolić?…

A gdybyśmy działały w innej branży? I zamiast wojować słowem – a dokładniej długimi rzędami składanych w czasie słów – pyknęłybyśmy sobie focię na Instagramie w jakimś pożądanym anturażu – i już.

Na przykład taka Chiara Ferragni.

Czytam, usiłując pojąć fenomen:

„Chiara uwielbia Forresta Gumpa. Zawsze na nim płacze”.

(Cholera. Ja nie płaczę. I oglądałam tylko raz).

„Nie umie się malować”.

(O, kurka, czyli nasz wiosenny kurs poszedł na marne…).

„Na studiach założyła blog, ale mimo sukcesu ukończyła szkołę”.

(Powraca pytanie z pierwszego zdania: czy dalej robiłybyśmy swoje, kiedy…?).

Czytam wpisy i oglądam zdjęcia.

„Którą torebkę wybrać?” – i zdjęcie zgrabnej dłoni na tle torebek, z jednym ułamanym paznokciem i dwoma pierścionkami włożonymi na palce do połowy.

63 tysiące polubień, 1600 komentarzy.

(Jak żyć z tak niewygodnie włożonymi paznokciami?! Brr!…)

Zdjęcie z siostrami i mamą, bardzo ładne.

(Pewnie ją ktoś pomalował).

Podpis: „Rodzina naprawdę jest wszystkim”.

70 tysięcy polubień.

Gdybym była rozchwytywaną blogerką, dziś napisałabym tylko tyle, że rajstop Scholla nie warto kupować. Ich uciskowość, antyżylakowość, efekt smukłych nóg to bujda na resorach (a wiem, co mówię: mam porównanie po noszeniu prawdziwych pończoch przeciwżylakowych o dużym stopniu kompresji). Do tego – co mi po deklarowanej na pudełku wytrzymałości do 100 prań, skoro po jednym założeniu przy szwie zrobiła się dziura?… 56 złotych poszło na marne.

Skoro jednak nie jestem rozchwytywaną blogerką, a i oszałamiający sukces wciąż jeszcze jest ciut przed nami, to powinnam napisać rzetelny blog, który dostarczy czytelniczej przyjemności naszemu miłemu, nieważne jak licznemu gronu.

Szkopuł w tym, że muszę też napisać porcję książki, artykuł i korektę. Oraz każda z trzech córek czegoś chce. Oraz że wystukuję niniejszy wpis jedną ręką, drugą podtrzymując dziecię przy piersi.

Kochani! Proszę więc dziś o fory. Przyjmijmy, że jestem Ferragni, lubię Forresta, noszę te cholerne pierścionki na „kolanach” palców, a Wy na mój wpis o rajstopach reagujecie euforyczną falą – bez przesady, jestem skromnym człowiekiem – czterdziestu tysięcy polubień.

Scholl wpada w tarapaty, natychmiast poprawia jakoś swego szemranego produktu (zwłaszcza przy szwach), a następnie błaga mnie, bym spróbowała znowu je nosić.

Noszę, cieszę się, że świat znów stał się kapkę lepszy. Donoszę Wam o tym, Wy też się cieszycie, tymczasem ekscytujący sukces niepostrzeżenie stuka do moich i Jeża drzwi.

Czy mi się wydaje, czy przez połóg i deszcze ktoś tu jest mocno niedotleniony?…

 

Wasza Płatkowska