Moja najstarsza córka zapragnęła blichtru, znaczy statystowania. Poczuła zew wielkiego, kolorowego świata, który nęci. Chciałaby spróbować, ale – co naturalne – trochę się boi. Szuka więc kompana do tej przygody. Padło na mnie. Wymiguję się. „Daj spokój”, mówię, „większość ofert jest na pewno dla młodych dziewczyn. Żeby coś wspólnie dla nas, to nie”. „No coś ty, oczywiście, że jest popyt. W każdej kategorii wiekowej. I na pewno chodzi o to, żeby byli różni ludzie, o odmiennym wyglądzie” – Kalina nie odpuszcza, przegląda ogłoszenia.

– O, patrz, mam: „MATKA – kobieta w wieku 38–43 lata, ładna, szczupła, zadbana, miła”. Po prostu ty!

No, rzeczywiście pasuję. I z matki, i z warunków. Opis sympatyczny, co prawda zaznaczyli szczupłą, ale może to z fabuły wynika?…

– A nie, poczekaj. Na końcu napisane: blondynka. No, szkoda.

Fabuła musi być jeszcze bardziej złożona.

– Ale wiesz co, niżej jest oferta dla ciebie: „Kobieta w wieku 36–40 lat, szczupła, skromna, tolerancyjna. SAMOTNA MATKA”.

Przekraczam limit wiekowy. I zaczynam wątpić, czy jestem tolerancyjna. Wziąwszy pod uwagę mój wiek i niefarbowane włosy, to może udałoby mi się załapać na SAMOTNĄ WIELODZIETNĄ MATKĘ OBJĘTĄ POMOCĄ OPIEKI SPOŁECZNEJ.

Zaglądam przez ramię. Kalina nie robi mnie w konia. W serialach TVN świat jest prosto skonstruowany:

PROFESOR – mężczyzna w wieku 60 – 64 lata, spokojny, z klasą, profesjonalista;

ŻONA – kobieta w wieku 50 – 54 lata, miła, życzliwa;

DOZORCA – mężczyzna w wieku 48 – 52 lata, lekko przy kości, powolny, żartowniś;

TERAPEUTA – mężczyzna w wieku 38 – 42 lata, lubiący luźne ubrania, długie, siwe włosy.

Wszystkim świątecznie życzę, żeby ich światy były mniej oczywiste.

Jeż