Za chwilę święta, a jeszcze wcześniej mikołajki. Okazje miłe, bo umożliwiające obdarowanie i zostanie obdarowanym. Ale…

No właśnie. Allegro rozżarzone do czerwoności, AliExpress dymi, codziennie w skrzynce ląduje kilkanaście maili o darmowej dostawie, promocjach, ofertach, cudach i cudeńkach. A to wszystko po to, żeby nas i – przede wszystkim – nasze dzieci uszczęśliwić.

Zastanawiałam się ostatnio, ile prezentów z dzieciństwa dotrwało wraz ze mną do teraźniejszości. Otóż dwa – miś, który przyleciał z tatą z dalekiej podróży i był cudem w szarym PRL-u, i lalka od mamy, która miała mi umilić poważne chorowanie.

Poza tą kategorią są oczywiście książki, teraz w biblioteczce moich dzieci.

A co mam do dziś? Wspomnienia.

I to samo chcę zostawić moim dzieciom. Wyjście do teatru, kina lub na koncert. Wspólny obiad w restauracji. Weekend w wybranym przez nie miejscu. Rodzinne skakanie na trampolinach. Wizyta w parku wodnym. Seans w kinie domowym. I co tam sobie zażyczą. A życzą sobie najczęściej, żebym im dała siebie i swój czas.

I to najfajniejszy pomysł na pierwszą pozycję listy świątecznych prezentów. Najdroższy – w swojej wyjątkowej kategorii.

 

JEŻ